Siema! Moja pierwsza blogowa recenzja dotyczyła Paranormal Activity. Od
tego wpisu minęło troszkę czasu i postanowiłem wrócić do konwencji filmu
z dreszczykiem. Dzisiaj jednak pogadamy o czymś mocniejszym. O filmie, który jako pierwszy od długiego czasu zdołał mnie przestraszyć, a jest nim przerażająca "Obecność" reżyserii Jamesa Wana.
Idealna pora na horror. Jest dziś piątek 13. - ZACZYNAJMY!
W sumie to dziwię się, że dopiero teraz poruszam temat tego filmu skoro zadziwiająco szybko zyskał moje uznanie. Długo szukałem horroru, który mógłby mnie przestraszyć. Kiedy byłem już na skraju załamania i traciłem nadzieję, pojawiła się "Obecność". Na początku byłem nieco sceptycznie nastawiony przez te bezowocne poszukiwania, ale z czasem zaczęło mnie to ciekawić. Wpisałem ten krótki tytuł w wyszukiwarce YouTube`a i wciągnąłem się po uszy, co z kolei poskutkowało szybkim zakupieniem biletu na seans w kinie Helios w Bielsku-Białej. Pojechałem, zobaczyłem i wreszcie się trochę przestraszyłem. Po wyjściu z sali kinowej na prawdę byłem przestraszony, nie wspominając już o tym co było na seansie. Ale co się okazało - strach szybko minął. Jednak to nie zmienia faktu, że na filmie są momenty, w których można załadować partyzanta w portki. A nawet jeśli tak jak ja, jesteś widzem o mocnych nerwach i nie tak łatwo Cię przestraszyć, to warto obejrzeć ten film choćby dlatego, że jest po prostu dobry! Jeśli nakręcicie się na ten film i na mocne wrażenia to na bank Was przestraszy, a dodatkowo spotęguje to fakt, że film jest oparty na autentycznych wydarzeniach. Ed i Lorraine Warrenowie byli słynną parą badaczy zjawisk paranormalnych. Obecność opowiada o historii, która była dla nich na tyle straszna, że postanowili ujawnić ją dopiero teraz. Ale po co ja to mówię skoro Wy już na pewno to wiecie? Film był tak nagłośniony, że słyszał już o nim chyba cały świat. Jeśli jesteś osobą, która nie widziała jeszcze Obecności, prawdopodobnie jesteś niewielkim odsetkiem populacji, która nie zna jeszcze historii najstraszniejszego epizodu z życia Warrenów. Film nie jest jednym z głupich horrorów, które mają na celu tylko nas wystraszyć. Oprócz momentów grozy i teologicznych faktów, jest to produkcja, która chce nam coś przekazać, przestrzec nas. Przed czym? Przed całym złem tego świata. Film kończy się świetnym cytatem, który wpłynął nieco na moje życie. A więc jaka jest moja ostateczna odpowiedź na pytanie, czy to jest dobry film? Odpowiedź jest następująca - po prostu wpisz w google co trzeba i również poczuj... obecność...
Koniu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz